Adam Krowiak, Usługi Komputerowe Skryba
Sandomierz - Przemyśl - Tychy - Toronto 2016
Stron 460
Spis treści:
Przedmowa
Część pierwsza
Wesoła
Część druga
Błażowa
Część trzecia
I C. K. Gimnazjum w Rzeszowie
Część czwarta
I wojna światowa
Część piąta
Wojna 1918–1920
Część szósta
Między wojnami
Część siódma
Druga wojna światowa w syberyjskiej tajdze i na kazachstańskich stepach
Suplement
Ze wspomnień mojej żony Marii
Postscriptum
Po trzydziestu latach
Posłowie od wydawcy
Ignacy Krowiak
…
K. k. Landwehrinfanterieregiment Przemyśl Nr. 18.
…
Nocny alarm. Po ustawieniu się na dziedzińcu każdy wyfasował po jednym magazynku (5 sztuk) naboi ślepych (o papierowych pociskach). Odczytali rozkaz, że od strony zachodniej do Krakowa podchodzi nieprzyjaciel, mamy go powstrzymać i odeprzeć od miasta. Zaraz za Krakowem były łąki, pola, miejscami ścierniska a miejscami jeszcze nie zżęte zboża. Mieliśmy tak iść, by nie niszczyć plonów. Rozwinęliśmy Schwarmlinię (tyralierę) i szliśmy naprzód. Patrole konne i piesze poszły przed pierwszą linią bojową. Przeszliśmy pola uprawne i weszli na błonia ćwiczebne na Bronowicach. Patrole wróciły i zameldowały, że nieprzyjaciel jest blisko. Na skrzydłach zaczęła się strzelanina. Posuwaliśmy się do przodu skokami i czołganiem. Na komendę schüssen zaczęliśmy strzelać pojedynczymi strzałami. Jeszcze niektórzy nie wystrzelali przydzielonych naboi, a już trębacz trąbi do ataku na bagnety na naszym odcinku. Z boku słychać cały czas strzelaninę. Między liniami jeździli na koniach oficerowie i oceniali jak przebiega ta markierowana „wojna”. Naraz ze wszystkich stron rozległy się alarmujące trąbki na zaprzestanie ognia, a potem na zbiórkę i powrót do koszar. Na dziedzińcu koszar staliśmy aż się dobrze rozwidniło. Wtenczas nastąpił przegląd karabinów. Szarża zaglądała tylko do luf. Odbierali łuski i niewystrzelane naboje. Oficerowie starannie oglądali łuski. Co było tego przyczyną? Otóż, któryś z żołnierzy wystrzelił 5 naboi ostrych. Pociski świszczały w powietrzu. Oficerowie obawiali, się by nie było ofiar wśród żołnierzy, a prawdopodobnie i o swoje bezpieczeństwo. I to było przyczyną przerwania manewrów. Szukali sprawcy tego zamieszania. Starali się poznać po łuskach i karabinie. Karabin po wystrzeleniu naboju ostrego ma lufę czystą, aż się świeci. Po wystrzeleniu naboju ślepego jest okopcona sadzą. Tak samo łuska. Nic nie znaleźli, bo na ten żart pozwolił sobie stary frontowiec; żołnierz, który już był na froncie. Po wystrzeleniu pięciu ostrych naboi łuski zagrzebał. Następnie wystrzelił przydzielone naboje ślepe, które zakopciły lufę.
…
Rozkazano dobrze się okopać. Wywnioskowaliśmy z tego, że będzie tu dłuższa obrona. Obrałem miejsce w małym zagajniku na skraju lasu, pod drzewem, a obok mnie kolega Bielec, z Ulanicy. Niedaleko nas okopała się obsada karabinu maszynowego. Nie było to dobre sąsiedztwo, bo artyleria nieprzyjacielska w pierwszej kolejności wymacywała taką maszynkę i obsypywała ją granatami. Amunicji dostarczyli pod dostatkiem. Na dwu żołnierzy przypadała skrzynka licząca od 2.000 do 5.000 naboi. Nie orientowałem się dokładnie ile, ale musiało być ich dużo. Został wydany rozkaz, że kiedy padnie schüssen (strzelać), wtedy należy strzelać dzień i noc bez przerwy. Odpoczywać tylko w czasie chłodzenia karabinu. Powiedziałem do kolegi, że nie powinno nam się nudzić. Częściowo się rozebrałem, bo mnie bardzo skóra swędział. Ubranie było przemoczone do koszuli a przy tym wszy harcowały. Tu wreszcie przebrałem bieliznę, po półtoramiesięcznym noszeniu bez zmiany. Nową bieliznę wyjąłem z plecaka a starą zakopałem, by się wszy nie rozlazły.
…
Tak dobiegliśmy do okopów rezerwowych. W okopach tych rozlokowali się żołnierze niemieccy . Byli to starsi ludzie, starzy żołnierze. Ci chwytali nas i wsadzali do okopów. Zaczęło się mocowanie, bo żołnierze austriaccy nie mieli ochoty zajmować i obsadzać okopów, bronili się przed tym. Wytłumaczyłem kolegom, że nie ma sensu siłować się. Zajmijmy okopy, posiedźmy trochę i zobaczmy co się z tego wykroi. Żołnierzy austriackich ściągało coraz więcej. Wszystkich wychwytywali Niemcy. Żołnierze austriaccy widząc w okopach Austriaków myśleli, że są to nasze linie oporu. Niemcy widząc mniej więcej obsadzone okopy, pojedynczo zwiewali. My, Austriacy doszliśmy do przekonania, że to Niemcy mieli utrzymywać linię i chcieli wysłużyć się nami. Wyszliśmy z okopów i poszli za nimi. Rozbiliśmy się na mniejsze grupy i zaczęliśmy przedzierać się przez las, każdy na swój sposób. Idąc przez las usłyszałem wieki hałas, skrzypienie kół. Podeszliśmy i ostrożnie skradali się w każdej chwili gotowi do strzału. To mogli być przecież Moskale. Okazało się, że są to austriackie tabory, podwody wojenne, armaty, kuchnie i karabiny maszynowe na wozach, ranni i zdrowi żołnierze. Wszystko wali naprzód w wielkim tłoku. Wozy psujące się spychano do rowów, by nie tarasowały drogi. Z niektórych wozów wyrzucano worki mąki, skrzynie z cukrem i sucharami, beczki z winem. A wszystko to czyniono, by ulżyć koniom. Droga była piaszczysta i koła wrzynały się głęboko. Konie były osłabione i wstrzymywały ruch. Świat się kończył. Stałem i patrzyłem co się dzieje i to pod samym frontem rosyjskim, który się szybko posuwał i był odległy co najwyżej o pół kilometra. Przesłaniał nas tylko las, bo wojsko nie było zdolne do żadnej obrony.
…
Granicę Galicji przekroczyliśmy piechotą. Szła wielka masa ludzi. Byli też między nami powracający z niewoli Moskale. Późną nocą wstąpiliśmy do przydrożnej chaty w Łupkowie. W izbie było już pełno żołnierzy, którzy rozmawiali z domownikami po ukraińsku. Do nas Polaków odniesiono się wrogo. Szybko opuściliśmy ten dom. Nad ranem doszliśmy do stacji kolejowej w Komańczy. Rozłożyłem ogień i ugotowałem polewkę z zapasów mąki. Polewkę podzieliłem na 4 porcje pomiędzy kolegów. Postanowiliśmy iść do wsi, poprosić o jedzenie i ewentualnie zanocować. Zapukaliśmy do skrajnej chałupy. Na pytanie gospodarza kim jesteśmy, powiedzieliśmy, że żołnierzami, Polakami, wracający z frontu. Usłyszeliśmy szepty po ukraińsku:
- Iwany....dawaj gewera... to Lachy.
Nie czekając szybko wróciliśmy na stację. Na stacji była już placówka wojsk polskich. Poinformowano nas, abyśmy nie chodzili po wsiach, bo możemy stracić życie. Ukraińcy przygotowują się do walki o wolną Ukrainę. Szykuje się nowa wojna. Naczelnik stacji objaśnił nas, że pociągu nie będzie i żebyśmy dalej szli pieszo do Zagórza. Tam prawdopodobnie będzie można złapać jakiś pociąg do Sanoka lub Przemyśla. Przespaliśmy się pod płotem i ruszyliśmy w drogę.
K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment Neu-Sandec Nr. 32
K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment
Neu-Sandec Nr. 32
Copyright © Grzegorz Liberacki All Rights Reserved