Sól Ziemi. 
Powieść o cierpliwym piechurze.

Państwowy Instytut Wydawniczy

Warszawa 1995

Stron 292

 

Spis rzeczy:

 

Powieść o cierpliwym piechurze

 

Prolog

 

Sól ziemi

 

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

 

Zdrowa śmierć

 

Od autora

[Zdrowa śmierć]

Postscriptum do Soli ziemi po trzydziestu pięciu latach

 

Od wydawcy


Książka dostępna:

Sól ziemi

Józef Wittlin

Czarny ptak o dwu głowach, orzeł o trzech koronach, w szponach kurczowo zaciska złote jabłko i miecz obnażony. Czemu się zjawił nagle nad naszymi głowami? Czemu swą czarną i pierzastą masą przesłonił niebo? Z poszumem skrzydeł, z brzękiem złotych łańcuchów, obwieszonych herbami, uciekł z czarno-żółtego szyldu nad tytoniowym sklepem, w którym mój brat kupował papierosy. Jak spłoszony kogut zerwał się nagle z blaszanej tarczy nad bramą urzędu pocztowego, w chwili, gdy nadawałem depeszę na wieś, do matki, o tym, że syn mi się urodził. Rzucił swoje ciepłe i wygodne gniazda, usłane od wielu lat nad bramą szkoły, sądu i kryminału. Uleciał z czerwonych, okrągłych pieczęci na metrykach chrztu, ślubu, i na aktach zejścia. Zniknął znienacka z podartego świadectwa mojej przynależności państwowej, zwiał z wysiłku, skazującego mnie na 10 koron grzywny za samowolne przekroczenie toru kolejowego. Zdezerterował z mosiężnych guzików listonosza, z czapki skarbowego strażnika, z hełmu żandarma.

W zamierzchłych czasach, może w Metternichowskich jeszcze, jakiś mądry hofrat we Wiedniu wymyślił austriacko-węgierskie kepi. Skomponował kształt, ustalił wymiary, wymyślił krój i ozdoby i, uzyskawszy najwyższą aprobatę, narzucił je wszystkim głowom, co służyć chciały cesarzowi. Nosił kepi dla przykładu sam cesarz, który samemu sobie służył, nosili je krewni cesarza, jego ministrowie, marszałkowie i generałowie, nosiły je hofraty i komisarze, nosili oficerowie i kanceliści, żandarmi (poza służbą) i muzykanci wojskowi, paradowali w nim woźni, listonosze, pedele gimnazjów, dozorcy więźniów i kolejarze od ministra do ostatniego dróżnika. Była to czapka cesarska. W niej Najjaśniejszy Pan pokazywał się z balkonu lub w powozie, do jej czarnego, błyszczącego daszka przykładał drżącą dłoń w białej rękawiczce, ilekroć go witali poddani, których tylu posiadał przez sześćdziesiąt sześć lat najmiłościwszego panowania. Naturalnie, że krój i ornament czapki w ciągu tak wielu lat najrozmaitsze przechodził koleje. Na cesarskiej czapce ślad swój wycisnęła niejedna klęska i niejedno zwycięstwo habsburskie. Również ze względu na rodzaj służby oraz na stopień w hierarchii przewidzieli mądrzy wynalazcy i odnowiciele kepi - różne subtelne odcienie, nie zawsze dostrzegalne oku laika. I tak np. czapka oficerska uszyta była z czarnego sukna i obwiedziona u spodu złotym sznurem, w którym delikatnym zygzakiem wiła się czarna nitka. Niżsi funkcjonariusze natomiast mieli nie złoty, lecz żółty sznurek. Jedna tylko rzecz wspólna była dla wszystkich: monogram cesarza. Mu- siał być wyhaftowany lub wytłoczony na honorowym miejscu. Cesarscy ludzie byli nim znaczeni, jak cesarskie chusteczki do nosa, jak cesarskie widelce i łyżki. Żeby ich nikt nie ukradł, nie sprzedał lub nie zastawił.

Co innego wszakże głosiły listy strat, publikowane w tych samych pismach, z każdym dniem dłuższe i dłuższe. Niewiele rodzin mogło się pochwalić brakiem swoich nazwisk pośród tych nie kończących się litanii ludzi zabitych, ludzi ranionych, zaginionych i wziętych do niewoli. Na szczęście nie wszystkie rodziny w monarchii umiały korzystać z dobrodziejstwa słowa pisanego i sztuki drukarskiej. Na przykład rodziny huculskie. Nie wiedzieli więc nasi ludzie, na jaką intencję udekorowano całe miasto Andrásfalva, przez które szli ze stacji do kadry. Olbrzymie, czerwono-biało-zielone, tudzież czarno-żółte perkale zwisały tryumfalnie z wieżyczek, z balkonów, z okien, łopotały nad głowami przechodzących, poddając się posłusznie podmuchom ciepłego wiatru, który figlarnie zarzucał je na dachy lub owijał dokoła drzewca. Skąd krajanie mogli wiedzieć, że ta perkalowa feeria w węgierskim miasteczku wiąże się z bitwą pod Kraśnikiem i sukcesami I. c i k. armii generała kawalerii Wiktora Dankla? Nie był im znany nawet los pułku, którego straty mieli uzupełnić własnymi ciałami. Pułk ten należał do innej armii, równie słynnej jak I, lecz nie ze zwycięstw. Dla tego nazwy jej wolimy nie wymieniać. Obficie nasiąkały listy strat nazwiskami poległych tej armii, która zapewne przestałaby istnieć w ciągu najbliższych dni, gdyby wycięte pułki nie odrastały jej wciąż na nowo świeżymi rocznikami. W żadnym mieście monarchii nie wywieszono czarnych chorągwi po zniszczonej armii generała B...

10 stycznia 2026
Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND 1914-1916 LIR 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment Neu-Sandec Nr. 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment

Neu-Sandec Nr. 32

Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND Schützen Regiment 32

Copyright © Grzegorz Liberacki All Rights Reserved

Maschinengewehr Schwarzlose M.07/12