Rakiety nad frontami

Instytut Wydawniczy "Renaissance"

Warszawa - Poznań - Kraków - Lwów - Stanisławów 1931

Stron 288


Książka dostępna:

Rakiety nad frontami

Mikołaj Hercuń

K. u. k. Infanterieregiment Jung-Starhemberg Nr. 13.

„Przyjęcie od lewa.″ Na drodze wykwitł olbrzymi tuman kurzu, zadźwięczały trąbki automobilowe. „Baczność! Baon na lewo patrz!″ Ręce pochwyciły krzepko szyjki kolb karabinowych, korpusy wyprężyły się jak struny, a głowy zwróciły w stronę szosy delatyńskiej. Tysiące ludzi zamarły w oczekiwaniu i ciszy, tylko trąbki grały marsza generalskiego. W kilkanaście minut pokazał się zgrabny, średniego wzrostu chłopak, ze zmęczoną gębą i bortką pułkownika na kołnierzu, udekorowany całą tęczą różnorodnych orderów i krzyżów, otoczony świtą na wysztywnionych nogach, gotową - jak pieski - podstawić w każdej chwili grzbiet pod pańską pieszczotę.

Odszukałem swoich, zakopujących się na nowej pozycji. Byłem tak zmęczony, że znalazłszy gotowy już i uczciwie przykryty schron, pozostały po przeciwnikach, nie bacząc, iż był za bardzo naprzód wysunięty, położyłem się spać. Zbudziły mnie wybuchy granatów około mojego legowiska i jęk rannego szeregowca. Wciągnąłem go do środka i obandażowałem ranę jego własnemi kalesonami, bo opatrunków ani on, ani ja nie mieliśmy. Biedaczysko jęczał strasznie i prosił o sprowadzenie sanitetów. Nie miałem odwagi powiedzieć mu, że to bezcelowe, że za kilka lub kilkanaście minut najlepszy z lekarzy ukoi jego cierpienia, tylko widząc, że przy każdym nowym wybuchu chwyta go szalony strach o tę resztkę uciekającego życia, przemogłem w sobie głos rozsądku i wypełznąłem na wierzch. Tu uchwycił mnie nagle przeokropny strach. Zdawało się mi, że ktoś popycha mnie gwałtownie wprzód i szepce do ucha: „Prędzej, prędzej!" Nie zachowując żadnych środków ostrożności, popędziłem wdół, ścigany przez odgłosy wybuchów i rozpaczny krzyk umierającego. Wróciwszy za kilka minut z sanitariuszami, nie zastałem już nawet śladu po schronie i człowieku. Gdybym był nie usłuchał tajemniczego głosu, „jechałbym już za bezpłatnym biletem do Zbawiciela w odwiedziny."

Jakieś ruiny, co parę kroków trup pojedynczy, albo cały ich szereg, owiniętych w płótno, lub w obstrzępione resztki mundurów ubranych i opartych o rozwalone ściany domów, szczerzy do nas zęby w złośliwym uśmiechu: „I was czeka to samo…″. Połamane karabiny, wszelakiego rodzaju rynsztunek i odzienie, materiał wojenny, zmięszany z kośćmi ludzkiemi i zwierzęcemi, piętrzy się po obu stronach wąskiej drożynki na wysokość człowieka. Mijamy miasteczko, a właściwie kupę gruzów i długi szereg nieboszczyków, wyprażonych na słońcu i wyschniętych jak mumje i wchodzimy na małą dolinkę, zawaloną, jak i miasteczko, rupieciem i zwłokami, suchą i jałową, nazwaną - niewiadomo czemu - „Doliną Potoku″. Jesteśmy na miejscu.

23.XI. Dziś odczytaliśmy ludziom pożegnalny rozkaz płk. Vittorelli, odchodzącego do dywizji. Bardziej jednak, niż serdeczne słowa b. dowódcy, ujęła ich wiadomość, że z powodu zimna otrzymywać będą dodatek 2 gr herbaty, 50 gr cukru, i 10 cl rumu ponad zwyczajną porcję. Wogóle na jedzenie nie mogą się skarżyć. Mają wszystkiego w bród tak, że nie potrafią nawet zjeść otrzymywanych porcyj. Nie żałuje się im niczego, gdyż nadmiar i tak musiałoby się tu zostawić. Zarządzono ostre pogotowie marszowe, bo jutro już odchodzimy. Między ludźmi gorączka. Pakują się nagwałt, przebierają w swoich szmatach po wiele razy, przeznaczając każdą rzecz tyleż razy do zniszczenia i znowu ją wkładając zpowrotem do plecaka. Ponieważ obustronne komisje dokładnie ustaliły kontyngens, jaki możemy ze sobą do kraju zabrać, zarówno w prowjancie, jak broni i ekwipunku, przeto wybiera się najlepsze rzeczy dla siebie. Ujął mnie jeden objaw. Mianowicie starzy żołnierze, nie mogąc zabrać, a nie chcąc oddać w obce ręce części uzbrojenia, do których się przyzwyczaili i które pokochali, niszczą je lub topią. Idą więc na dno morza dziesiątki bagnetów, karabinów ręcznych i maszynowych, armatek piechoty, pistoletów, a każdej sztuce towarzyszy jako mowa żałobna ciężkie westchnienie żalu.

10 stycznia 2026
Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND 1914-1916 LIR 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment Neu-Sandec Nr. 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment

Neu-Sandec Nr. 32

Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND 1914-1916 Schützen Regiment 32

Copyright © Grzegorz Liberacki All Rights Reserved

Maschinengewehr Schwarzlose M.07/12