Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Warszawa 2014
Stron 428
Spis treści:
Przedmowa
Apel do cudzoziemców mieszkających we Francji
Zabiłem
Odcięta ręka
1. Vieil-przechera
2. Ofensywa wiosenna
3. Wszy
4. Rossi
5. Lang
6. Robert Belessort i Ségouâna
7. Goy
8. Coquoz
9. Pani Kupková
10. B.
11. Bykow
12. Garnéro
13. Brzuchal
14. Bóg jest nieobecny
15. Wziąć jeńca
16. Przybyszewski
17. W La Grenouillère
18. „Moje" Legie Honorowe
19. Kukurydziana fajka
20. Czerwona lilia
21. Fenomeny
22. Śpiewacy i piosenki
23. Wszystkoćpaj
24. "Mamo! Mamo!..."
25. Numer 1529
Inne wojenne opowieści
Kanalarz z Londynu
W ciszy nocnej
Krwawiłem
_1. Siostra Filomena
_2. Śmierć pastuszka
_3. Mowa życia
Przypisy
Nota bibliograficzna
…
Légion étrangère. 3e régiment de marche du 1er étranger.
Legia Cudzoziemska. 3 Pułk Marszowy 1-ego Pułku Cudzoziemskiego.
…
Nasz pułk był „3 pułkiem marszowym paryskiego obszaru warownego″. W książeczkach wojskowych, a ponadto na tabliczkach rozpoznawczych mieliśmy: „ochotnik pochodzenia obcego. Podpisaliśmy nasze formularze jako cudzoziemcy, nie mieliśmy za sobą innego paragrafu prawnego, ale też nigdy nie mogło być mowy o oficjalnym wcieleniu nas w szeregi Legii Cudzoziemskiej. Tak przynajmniej dały nam do zrozumienia i przyrzekły formalnie znakomitości polityczne, artystyczne i literackie, które z Canudem puściliśmy w galop, żeby na korzyść naszego ruchu interweniowały w ministerstwach i u Prezydenta Republiki. A zresztą nasz zaciąg nie opiewał, jak w Legii, na pięć lat, lecz tylko na okres wojny. Nie nosiliśmy też mundurów Legii Afrykańskiej. Dostaliśmy kepi, słynny „rondel", nosiliśmy płaszcze piechoty liniowej. W intendenturze świeciło pustkami, rozdano więc nam bluzy paryskich strażaków i niebieskie artyleryjskie portki z szerokim czerwonym lampasem.
…
Lebel to świetny karabin, ale w okopach nic niewart. Nazbyt delikatny. Zacina się od błota, od ziarnka piasku, a przy tym za duży, za ciężki, nieporęczny. Na patrol wołałem wyruszać uzbrojony w lekki karabinek. Mieliśmy trzy karabiny artyleryjskie, które zwędziliśmy gdzieś, zmuszeni do praktyk nielegalnych, ale za to skutecznych. Dysponowaliśmy również kilkoma rewolwerami zdobytymi na wrogu. Człowiek radził sobie, jak mógł. Ja zaś miałem wspaniałe parabellum, była to moja broń ulubiona. Zaopatrzono nas później w długie noże sprężynowe - majcher morderców, ale w ciągu pierwszych miesięcy granaty, jakimi posługiwaliśmy się, wychodząc na patrol albo na wypad, były granatami niemieckimi, także zdobycznymi, jak również latarki elektryczne z zaciemnieniem, inne - kształtu maczug, pałki gumowe i rakiety oświetlające; tego wszystkiego patrole niemieckie miały w bród. A myśmy wychodzili jak dziady z naszymi karabinkami na jeden strzał, a zwłaszcza z tym komicznym bagnetem w metalowej pochwie, który krępuje wszelkie ruchy, przy czołganiu wciska się między nogi, grzechocze o najmniejszy kamień i zdradza waszą obecność na każdym kroku.
…
Teraz maszerujemy po wysokiej trawie. Widzimy rozbite armaty, przewrócone fugasy, pola usiane pociskami. Cekaemy strzelają za waszymi plecami. Wszędzie są Niemcy. Trzeba się przedrzeć przez zaporę ognia. Austriackie szrapnele z haubic 150 miażdżą cały sektor. W powietrzu latają kończyny. Krew obryzguje mi twarz. Słychać przeraźliwe wrzaski. Skaczemy przez opuszczone okopy. Widzimy stosy trupów; wstrętne, przypominające szmaty handlarza starzyzną, leje po pociskach wypełnione po brzegi jak kubły, brytfanny pełne nieokreślonych rzeczy, soku, mięsa, odzieży i łajna. Dalej, w zakamarkach, za krzakiem, w koleinach drogi biegnącej dnem parowu leżą trupy komiczne, zastygłe jak mumie, odgrywające przed nami scenki z Pompejów. Samoloty lecą tak nisko, że schylacie głowę. Dalej jest wioska, którą trzeba zająć. To nie lada gratka. Nadciągają posiłki. Znów zaczyna się ostrzał. Pociski ze skrzydełkami, okopowe moździerze. Po półgodzinie skaczemy. Gdy zdobywamy pozycję, jest nas 26. Fantastyczna sceneria zrujnowanych domów i wypatroszonych barykad.
…
K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment Neu-Sandec Nr. 32
K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment
Neu-Sandec Nr. 32
Copyright © Grzegorz Liberacki All Rights Reserved