Na Podgorze. Garść wspomnień z frontu włoskiego.

Nakładem własnym

Cieszyn 1930

Stron 214

 

Berger Karol

K. k. Landwehrinfanterieregiment Teschen Nr. 31.

K. k. Landwehrinfanterieregiment Zara Nr. 23.

W połowie listopada, na wezwanie telegraficzne, wysłano nas do kadru do Ostrawy. Coś 80 chłopa spakowało swoje manatki i jazda. Pod. wieczór stanęliśmy na miejscu. Zgłosiliśmy się w kompanji. Dowiedzieliśmy się, że awansujemy na jednorocznych aspirantów i zostajemy przeniesieni do różnych pułków, jako że nas tu mają aż zanadto. Razem z kilku kamratami dostałem się do 23 pułku strzelców dalmatyńskich. A więc coś nowego. Tymczasem pierwszą czynnością jeszcze wieczorem było przyszyć sobie dystynkcje aspiranta i kupić szablę. Po załatwieniu tych ważnych spraw, na czarno wyjechałem do rodziców, aby się jeszcze przed odjazdem z nimi pożegnać. Jeszcze nocą wróciłem do Ostrawy, obładowany róźnemi specjałami, które na drogę wcisnęła mi matka.

Na lewo ode mnie miał swój odcinek chorąży Tolja. Przed nami pagórki zasłaniające nam widok. Na prawo dołączali do mnie Madziarzy.

Jednego pięknego dnia pada kilka piętnastek. A to co? Strzały były dość celne. Wyjaśniła się wieczorem sytuacja.

Od Madziarów zwiał groch jeden chorąży i zdradził wszystko. Odtąd też byliśmy ciągle ostrzeliwani piętnastkami. Zrazu bili na tyły, ale zaczynają już grzmieć i do okopów.

Jestem sobie na prawem skrzydle i nagle wali cała salwa w środek pozycji. Wyłom jak się patrzy! Na ziemi leży żołnierz. Podnoszę go. Już charczał. W tyle głowy maleńka rana, krew sączy się na moje ręce. Wydobywam bandaż i zapycham ranę, aby zatrzymać uciekające młode życie.

Nim nadeszli santarjusze, skonał na moich rękach.

Z Tarnowa pochodził. Pozbierałem jego rzeczy i odesłałem siostrze z opisem jego śmierci. Jednego brata miała, stary ojciec utracił jednego swojego syna, nawet nie wie, gdzie jego grób.

Znieśli go w dół i pogrzebali na wspólnem cmentarzysku w Al Ponte.

Doczekałem się wreszcie, że stanęliśmy w szpitalu.

Wniesiono mnie do sali. Przyszedł lekarz i powiedziałem mu, jak jestem ranny.

Zawołał do mnie kaprala od sanitariuszy, a sam poszedł. — My cię już wyratujemy — powiedział mi, odchodząc.

— Pewnie mi śmierć pisana — myślę sobie — bo ani nie popatrzył się na rany. Smutno mi zabyło. Chociaż w drodze już przygotowywałem się trochę na śmierć i wmówiłem w siebie, że człowiek i tak musi umierać, a więc wszystko jedno, czy wcześniej, czy później, to jednak czasami budziła się iskierka nadziei, a nuż jeszcze jest ratunek możliwy. Przecież miody jestem, dopiero życie zacząłem, a jeszcze właściwie nic z niego nie miałem, a tu kostucha wyciąga łapy po mnie.

Teraz zaś zwątpiłem, kiedy lekarz odszedł. Przyjdzie jednak pożegnać się ze światem — pomyślałem sobie. I żal mnie wziął wielki, tak zdała umierać od swoich.

23 maja 2025
Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND 1914-1916 LIR 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment Neu-Sandec Nr. 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment

Neu-Sandec Nr. 32

Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND Schützen Regiment 32

Copyright © Grzegorz Liberacki All Rights Reserved

Maschinengewehr Schwarzlose M.07/12