Galicja 1914-1915. 
Zapiski korespondenta wojennego.

Wydawnictwo Most

Warszawa 2012

Stron 296

 

Spis treści:

 

Tom I

Wojna Zimowa

 

1.W budapeszcie.

2. W drodze z północy na południe.

3. Macsva.

4. Serbskie historie.

5. Zpowrotem do kwatery. 

6. Limanowa.

7. W Kwaterze Głównej.

8. Kraków.

9. U Honwedów Hadfyego.

10. Na wzgórzach artylerzystów.

11. Przyfrontowe wieczory.

12. Oficer Lejbgwardii.

13. Karpaty.

14. Pamiatki z Bártfa.

15. Boroević.

16. Upadek Przemyśla.

17. Huzarzy.

18. Pieśni.

 

Tom II

Galicja Wyzwolona

 

1. 2 Maja.

2. Tarnów.

3. Notatki.

4. Przemyśl.

5. Lwów.

6. W korpusie Hofmanna.

7. Nad Złotą Lipą.

8. Huzarzy w okopach.

9. Front przełamany.

10. U generała Arza.

11. Dzień zmarłych.

12. Indeks nazwisk.


Książka dostępna online:

 

Egy haditudósító emlékei, 1914 November - 1915 November

Ferenc Molnár

Tłumaczenie Ákos Engelmayer

Z dołu, posapując wdrapuje się na górę Austriak z pospolitego ruszenia, cały obwieszony rożnymi przedmiotami. Idzie wzdłuż tych stert i do każdej dorzuca coś co do niej należy. Wynotowałem te zebrane rzeczy po kolei, jak leżały: oddzielnie broń rosyjska, oddzielnie nasza, rosyjskie skrzynki po amunicji, na osobnej kupie kawałek zgubionego pasa i wyroby ze skóry, oddzielnie wysoka góra rosyjskich menażek, sterta rosyjskich chlebaków i znów osobno stos amunicji zwykłej, a obok góra taśm z nabojami do karabinów maszynowych. Sterta z samych ładownic, cała góra poduszek. Rosjanie wszędzie rabują pościel, bo robią z nich legowiska w okopach. Była też duża sterta jasnych, kwiecistych, ordynarnych koców flanelowych, przywiezionych z domu przez rosyjskich żołnierzy z pospolitego ruszenia. Sterta szmat: chusty, materiały opatrunkowe, szaliki, onuce. Sterta karabinów huzarskich, którym brak kolb. Na oddzielnej kupie leżą tysiące wyciorów karabinowych. Potem góra krzywych noży rosyjskich, obok pochwy do naszych bagnetów. Cały stos opasek z dziwnymi rosyjskimi napisami. Sterta krótkich łopatek rosyjskich, ułożonych porządnie w czworoboki, kwadratowe płachty brezentowe, dokładnie złożone. Oddzielnie lepsze gatunkowo sztućce oficerskie. Olbrzymi stos bębnów z drutem kolczastym. Setki rosyjskich bagnetów o czterech ostrzach zakończonych rylcami. Sterta rosyjskich noży saperskich z zębatym ostrzem. Wielka kupa grubych, brązowych koców. Duża sterta czapek rosyjskich, czapki huzarskie. Na końcu mniejsza sterta, czapki zimowe i baszłyki, obok góra zapisanych papierów. Na polu bitwy zbiera się nawet papiery.

Rosjanie pod wieczór zaatakowali górę, na której zboczu, ale wysoko, prawie przy grani, ciągną się nasze okopy. Śnieg jest tak wysoki, że drogę dla piechoty trzeba torować łopatami. Idąc taką drogą pod górę człowiek czuje, jakby szedł w głębokim jarze, bo chcąc się rozejrzeć w prawo albo w lewo po zaśnieżonej przestrzeni, trzeba się wspinać na palce. W bardziej stromych miejscach wycięto udeptano w śniegu schody. W ten sposób można się dostać do naszych okopów, lecz identycznie wygląda drugie zbocze, gdzie nastąpił atak. Z góry wyraźnie było widać, że Rosjanie brnęli pod górę w sześciu, ustawionych w równych odległościach, tyralierach. To znaczy, że za każdym żołnierzem z pierwszego rzędu szło jeszcze pięciu dalszych. Sens tego jest taki: pierwszy, lub dwóch pierwszych żołnierzy z każdego rzędu przeznaczonych jest na śmierć. Brnąc przez dziewiczy śnieg, zapadając się w nim po pierś, po szyję, torują oni własnym ciałem drogę pozostałym. Dopiero tym tunelem posuwa się reszta. Nasi oficerowie nakazali znajdującym się w rowach Styryjczykom spokojnie celować, zachować zimną krew. W zapadającym zmierzchu ciemne postacie Rosjan wyraźnie odcinały się od białego tła, toteż Styryjczycy, doskonali strzelcy, pierwszy rząd dosłownie skosili. Tu nie było salw, czatujący strzelcy mieli czas dwa, trzy razy wymierzyć do każdego, nieszczęsnego Rosjanina.

Idziemy z miejsca, gdzie stała czterdziestka dwójka, wycelowana na Tarnów. Tu nad Dunajcem, żołnierze opowiadają o tym moździerzu, jak o jakimś bóstwie. Działo to najpierw stało tuż przy nasypie. Gdy je ustawiono, żołnierze z radości wleźli do lufy - wdziałem zdjęcie, które utrwaliło tę scenę. „Bóstwo” pojawiło się w tej okolicy trzykrotnie, dwa razy przy nasypie i raz w lesie, gdzie wybudowano dlań specjalną linię kolejową. Kiedy którejś nocy oddano pierwsze strzały, oficerowie sfotografowali slup ognia, który wystrzelił z gardzieli armaty.

To zdjęcie również przechowują tutejsi oficerowie kolei. Na fotografii można dokładnie zmierzyć wysokość ognia, porównując ją z rozmiarami ludzi i drzew, stojących wokół działa. Z tego porównania wynika, że słup ognia wynosi czterdzieści metrów. Sfotografowano także pocisk, ustawiony w jednym szeregu z żołnierzami - jego wysokość odpowiada średniemu wzrostowi żołnierza. Kiedy po raz pierwszy oddano strzał, wszyscy odeszli na przyzwoitą odległość. Lecz oficerowie z zaskoczeniem stwierdzili, że odgłos wydawany przez armatę nie jest dokuczliwy. Zasadniczo różni się od mocnego i nieznośnego grzmotu innych ciężkich dział - jest to bardzo głęboki, lecz głuchy dźwięk. Potem odważyli się zbliżyć do potwora tak, że w końcu stali w odległości ośmiu, dziewięciu metrów, gdy artylerzysta szarpnięciem długiej liny odpalił. Czterdziestka dwójka jeździ pociągiem, składającym się z dwunastu wagonów. Ogólny ciężar tego składu wynosi 235 ton. Sam dalekosiężny pocisk, gdy osiągnie szczyt lotu, leci w chmurach wyżej od wszystkich dotychczas znanych pocisków artyleryjskich. Ważące ponad 800 kilogramów pociski wystrzeliwano bardzo ostrożnie, chcąc oszczędzić Tarnów. Jeden pocisk jest w stanie zniszczyć pół ulicy. Celowanie, jak to mogłem później stwierdzić, odbywało się niesłychanie dokładnie.

10 stycznia 2026
Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND 1914-1916 LIR 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment Neu-Sandec Nr. 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment

Neu-Sandec Nr. 32

Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND 1914-1916 Schützen Regiment 32

Copyright © Grzegorz Liberacki All Rights Reserved

Maschinengewehr Schwarzlose M.07/12