Maschinengewehr Schwarzlose M.07/12

Copyright © Grzegorz Liberacki All Rights Reserved

Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND 1914-1916 Schützen Regiment 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment

Neu-Sandec Nr. 32

K. k. Landwehr-Infanterie-Regiment Neu-Sandec Nr. 32

Kappenabzeichen MIT GOTT FÜR KAISER UND VATERLAND 1914-1916 LIR 32
MANNLICHER M.88
MANNLICHER M.95

Z dni chwały

32. pułku strzelców.

 

BITWA

POD SOKALEM

 

Lipiec 1915.

 

 

K. u. k. Feldbuchdruckerei der 4. Armee. — Feldpost 340.

 

 

 Po ciężkich i krwawych walkach w Królestwie Polskiem, po uciążliwych marszach wśród piasków nadwiślańskich przy skwarze dni lipcowych, przerzucono pułk nasz do wschodniej Galicyi, gdzie nań już czekały nowe ofiary i poświęcenia. Kilka dni zaledwie przebywał pułk na nowych pozycyach pod Krystynopolem, gdy go stamtąd wycofano, by jako rezerwa korpusu zażył należnego mu odpoczynku.

  Nie długo jednak trwały złudne nadzieje o wywczasach, gdyż zaledwie rozłożyliśmy się obozem, otrzymujemy rozkaz do odmarszu. I znów poruszyła się cała kolumna wśród tumanów kurzu przy straszliwej spiekocie południa w północno-wschodnim kierunku; - dokąd nie było wiadomem.

  Po kilkugodzinnym marszu zarządzono odpoczynek. Znużone kompanie poczęły skręcać ku dobroczynnym cieniom lasu, w którym wnet ukrył się cały ten olbrzymi wąż ludzi i koni wraz ze swym długim ogonem furgonów. Żołnierz rzucił się na ziemię i wnet zasnął kamiennym snem, zapominając o przebytych trudach i niepewnem jutrze.

  Skwarny dzień miał się ku zachodowi, gdy madciągnęła gwałtowna burza, która strugami deszczu obmyta z kurzu oblicze ziemi i rozlała się strumieniami po drogach i polach, pochylając ku ziemi dojrzały już kłos. Przy blasku błyskawic ten i ów gwałtownie ze snu zbudzony naciągał prawie że mechanicznie jaką płachtę lub płaszcz na przemokłe do nitki odzienie, a obróciwszy się na drugi bok, zasypiał dalej.

  Burza jednak wnet przeminęła. Zaroiło się w obozie, gdy nadjechały kuchnie polowe, wioząc to zwykłe, codzienne pożywienie żołnierza, kawę, która w każdej formie, czy gorąca, czy zimna, mile jest przezeń widzianą. Wszystko spieszy z menażkami ku kuchniom, by po skromnym posiłku znów spocząć na wilgotnej ziemi w oczekiwaniu dalszych wypadków. Tu i ówdzie zabłysły ognie obozowe, przy których żołnierze grzeją się i suszą przemokłe szaty.

  Już ciemna zapadła noc, gdy komendant pułku, który udał się był do poblizkich miejscowości w celu otrzymania rozkazów od brygady, powrócił i wydał ostatnie zarządzenia.

   Około północy z 14. na 15. lipca ruszył pułk w dalszy pochód, podążając w nieznaną dal, hen ku pozycyom nieprzyjaciela.

  Należało sie spieszyć, gdyż ciężkie nas czekały zadania. Rozkaz nakazywał zdobycie Sokala; poprzednio zaś, zanim jeszcze osłaniająca nas ciemność nocy miała ustąpić światłu dziennemu, trzeba było zająć wieś Konotopy, położoną na lewym brzegu Bugu.

  Tę ostatnią miejscowość dzierżyły silnie w swymi ręku przednie straże rosyjskie, wykorzystawszy biegnący tuż obok wał kolejowy, podczas gdy główne pozycye wroga leżały na wzgórzach na północ od Sokala, wznoszących się groźnie nad prawym brzegiem rzeki.

  Posuwanie się naprzód po rozmiękłych od deszczu drogach i w natłoku cisnących się kolumn artyleryi i piechoty było wielce uciążliwem i opóźniło marsz tak, że już dniało, gdy pułk doszedł do wskazanych miejsc, skąd miał się rozpocząć atak. Tu zmęczonym oczom naszym otworzył się wspaniały widok na wieże i kopuły kościołów Sokala, skąpane w blaskach wschodzącego słońca, a zdające się słać pozdrowienia wojownikom, przynoszącym oswobodzenie.

   Padły krótkie rozkazy i wnet pomknęły linie tyralierskie po lekko opadającym stoku ku rosyjskim okopom.

  Rosyanie zdawali się być zaskoczeni czy też przestraszeni tym niespodziewanym atakiem, gdyż ogień ich piechoty nie odpowiadał sile naszego natarcia. Za to artylerya odkrywszy przy wzmagającem się świetle dziennem atakujących, sypnęła gradem ołowiu na głowy naszych dzielnych wojowników którym skutecznie torowała drogę własna artylerya. biorąc pod silny, koncentryczny ogień wieś Konotopy.

  Wśród ryku własnych granatów, dodających otuchy żołnierzom, posuwano się nadspodziewanie szybko naprzód.

  Wkrótce zdobyto jednym zamachem, pozycyę na wale kolejowym, a zaraz potem wdarły się oddziały 32. pułku do wsi Konotopów, łamiąc wszędzie w brawurowem natarciu opór wroga. Bagnet i kolba pracowały pilnie w krzepkich dłoniach żołnierzy, zbierając obfite żniwo. Najzawzięciej walczono przy płonącej jeszcze fabryce spirytusu. Rosyanie w bezładnej ucieczce cofnęli się na prawy brzeg rzeki, paląc za sobą jedyny most.

   Jako łup tego szybkiego, jak machnięcie ręką ataku, pozostało w naszych rękach przeszło 200 jeńców. Tak udało się bez wielkich strat wykonać pierwszą część rozkazu; pozostała do wypełnienia druga bardziej ciężka. Lecz najlepsza nadzieja i ufność w zwycięstwo panowały wszędzie niepodzielnie.